| Szkolna wycieczka do radia "Gra" (felieton) |
|
W piątkowy ranek wyszliśmy na zimne późno-jesienne powietrze. Mróz momentalnie zaczął znęcać się nad naszymi uszami i nosami. Skierowaliśmy się w stronę przystanku, a magiczna kareta niskopodłogowa nr 79 podjechała natychmiast, by zabrać nas w świat bydgoskiej radiofonii. W autobusie zaczęto toczyć zaciekłe filozoficzne dyskusje, które umiliły nam trzydziestominutowe ćwiczenie "baczności". Autobus zatrzymał się przy dworcu PKP, a my wyłoniliśmy się z kłębów dymu Radio okazało się dosyć niewielkim lokalem, wielkości dużego mieszkania, w związku z czym podzielono nas na dwie grupy zwiedzających. Gdy jedna zwiedzała, drugiej zaproponowano obserwacje "atrakcyjnego" krajobrazu korytarza z możliwością zamiany na widok z okna (w rzeczy samej, ten był fascynujący - dachy bydgoskiego Śródmieścia). Pan prezes i spiker zarazem, przywitał nas i zaczął mówić. Wtedy okazało się, że....no właśnie ?? Następnie wprowadzono nas na "antenę". Nasze zadanie polegało na krzyku. Jakim krzyku? Po prostu, głośnej modulacji głosu. Cóż, czuję, że spełniłam się zawodowo ??Ten moment ćwiczyłam całe życie. Oczywiście, najłatwiej jest stawać w opozycji, ale w tej wypowiedzi płynie szczera prawda, mili państwo. Pani "oczy bazyliszka" (tak nazwał ją prezeso-spiker), reporterka, o której wspomniałam, wydała mi się jedyną prawdziwą dziennikarką w tym radiu. Osobą z pasją i aspiracjami. Ktoś spytał czy nie przeszkadza jej to, że na antenie prawie jej nie słychać. Odpowiedziała, że kto chce, ten słyszy. Dzisiaj, słuchając Radia ?Gra?, oprócz muzyki słyszę tylko ją. Aneta P. |







