|
Spędzasz całe dni przed komputerem? Brak ci pomysłu na zapełnienie sobie wolnego czasu w przyjemny i produktywny sposób? Nie narzekaj, że w Bydgoszczy nic się nie dzieje! To nieprawda, wystarczy się rozejrzeć! Przykładem są ?III Bydgoskie Warsztaty Gospel?, które odbyły się 27-28 października 2007 roku i każdy chętny mógł w nich uczestniczyć. Mieliśmy na nich także swoją szkolną reprezentację. O warsztatach porozmawiałem z Łukaszem i Kasią z klasy 2a.
Michał: Warsztaty gospelowe - brzmi ciekawie, co to właściwie takiego?
Kasia: W tym roku odbyła się trzecia edycja w Bydgoszczy. Warsztaty czyli krótki instruktarz zakończony koncertem uczestników. Bardzo sympatyczna sprawa.
Łukasz: Dokładnie. Prowadził je pan o imieniu Brian, który zajmuje się tym podobno od dziecka. Pokazał nam czym jest Gospel i, jak to mówią, z czym to się je.
M: Czyli każdy chętny mógł wziąć w tym przedsięwzięciu udział?
Ł: Tak jest. Zapisaliśmy się i świetnie się bawiliśmy. Bo to nie tylko nauka i zwykła sucha teoria, potem praktyka i koniec. Brian starał się nas rozruszać, pokazać, że to trzeba poczuć i dać z siebie wszystko. W przeciwnym razie zamieni się to w zwykłe śpiewanie, a przecież chyba każdy wie, że Gospel to nie tylko śpiew, ale także taniec i zabawa.
M: A nie trzeba spełniać jakichś specjalnych wymagań?
K: Gdzie tam! Każdy to każdy i nie ma wyjątków. Sam też mógłbyś spróbować swoich sił. Prawdę mówiąc, ja wcześniej śpiewałam w chórze, więc nie miałam specjalnych problemów i tym łatwiej było mi wszystko załapać.
Ł: A ja nie miałem żadnego doświadczenia, śpiewam tylko pod prysznicem i też było dobrze!
K: Koło mnie stała dziewczyna, która zupełnie nic nie umiała. Tak między nami mówiąc to fałszowała i nie potrafiła się z nami zgrać zupełnie. Na sam koncert jednak dała radę i bardzo dobrze się bawiła.
M: No dobrze, a co z koncertem finałowym? Jak to wyglądało?
Ł: Nie spodziewałem się, że zrobi się z tego taka ?impreza?. Dosłownie, bo koncert odbył się w kinie Adria, prawie cała sala ludzi i wszyscy klaskali, stai i tańczyli. Brian ma w sobie coś co zmusza ciebie do zabawy i dlatego właśnie ludzie ciągną do niego tabunami J
M: A co wam to dało poza lepszą sprawnością muzyczną?
K: Chyba zgodzisz się ze mną Łukasz, że najlepsza było odkrycie czegoś, o czym do tej pory mieliśmy nikłe pojęcie i zazwyczaj oglądaliśmy w amerykańskich filmach o pastorze i jego rodzinie.
Ł: Zdecydowanie tak, ale dla mnie to też nowy rozdział, bo wiem teraz, że śpiewać jednak potrafię i zastanawiam się czy dalej nie próbować swoich sił w Gospelu przy najbliższej okazji. Poza tym poznałem sporo nowych ludzi, w tym pare miłych dziewczyn... <oboje wybuchają śmiechem>
M: W takim razie, komu polecilibyście takie przedsięwzięcie?
K: Ludziom, którzy chcą się rozerwać w troszkę inny sposób i mieć z tego coś więcej. Kosztowało mnie to 60 zł, których nie żałowałam ani przez chwilę. Po prostu warto było spędzić jeden weekend niekonwencjonalnie, dla samej siebie J
M: Ubiegłaś moje następne pytanie, które miało dotyczyć pieniędzy właśnie. Tym samym wywiad uznaję za skończony, dziękuję wam za rozmowę. Buła
|