Witaj, żegnaj

Witaj, żegnaj

 

To przedstawienie było w moich oczach skazane na sukces. Po pierwsze wybierałam się na nie w doborowym towarzystwie, z którym już uprzednio przeprowadziliśmy żywą dyskusję na temat sztuki w bardzo ogólnym tego słowa znaczeniu, także czułam się mentalnie przygotowana. Po drugie, na moje pytanie czy ta sztuka będzie ?dobra?, ludzie odpowiadali mi z tajemniczym uśmiechem: ?Wiesz, to Klata?- jakbym była kompletnym zerem w ich oczach, co wróżyło temu przedstawieniu dość dobrze. Wkroczyliśmy z ekipą na schody teatru, z nich prosto do szatni, w której tłum zmusił mnie do wepchnięcia kurtki do torby i...wtedy się zaczęło. Usłyszałam jakieś okrzyki, które brzmiały jak ?hula bula?. Moją pierwszą interpretacją była myśl, że pewnie wzięli jakąś klasę integracyjną na wycieczkę do teatru, jednak teza ta z czasem okazała się błędna. Okazało się, że był to przedsmak tego, co mnie czekało. To wydarzenie zasiało w mojej głowie pewne wątpliwości co do wysokiej kultury reprezentowanej przez teatr. Wybaczcie, ale HULA BULA, to nie jest rozrywka w moim stylu. I pomyśleć, że ktoś próbował zgłębić te istnie małpie wygłupy poprzez głęboką interpretację i doszukiwanie się sensu, którego tam w rzeczywistości nie było. Wkroczyłam na salę, zasiadłam w drugim rzędzie, a moje oczy wbiły się w plastykową dekorację sceny. Czułam się jakbym dalej była na ulicy, z tą jedynie różnicą, że zamiast na zimnej ławce, siedziałam na czerwonym welurowym fotelu.  Po chwili zaczął się spektakl. A zaczął się całkiem dobrze- osobnik płci męskiej wyskoczył na scenę bez koszulki. Pomyślałam, że w razie gdy treść mnie nie wciągnie, to będę miała na co popatrzeć przez te trzy godziny, niestety moje nadzieje zostały rozwiane, kiedy w następnej scenie zakrył się sztywną dżinsową koszulą. Trzeba było więc zająć się treścią. Problem w tym, że treści nie było zbyt dużo. Klata potraktował nas jak zwykłych durni siedzących przed telewizorami i przerzucającymi kanały mniej więcej co minutę. To wszystko nie trzymało się siebie- po kilku minutach zrobiło mi się niedobrze od obracającej się sceny, a aktorzy wydawali mi się dziwnie znajomi. Welurowe siedzenie zaczęło jeszcze bardziej przypominać ławkę w parku, kiedy zamiast pięknej i czystej polszczyzny, spotykanej dotychczas jedynie w teatrze i poważnych gazetach, usłyszałam ochłapy, które wystarczająco kaleczą moje uszy na co dzień. Przez cały czas zastanawiałam się nad tym co chce mi przekazać pan Klata? Jakie przesłanie zawiera w swoim spektaklu? Czy to ja jestem na niego za głupia, czy może on zbytnio przekonany o swoim geniuszu? Otóż po drugiej godzinie wiedziałam już, że to nie ja jestem tą głupią, a on nie ukrył tam żadnego sensu- nastawił nas tylko na obraz, zrobił z nas debili, którzy zapłacili kilkanaście złotych za to, żeby zobaczyć to samo, co moglibyśmy zobaczyć nie wychodząc z domu. Nie można nazywać czegoś sztuką, tylko dlatego, że zostało wystawione w teatrze. Dla mnie sztuka musi mieć przesłanie, musi mieć coś nad czym będę się zastanawiać, a nie zastanawiać się co ja na tej sztuce robiłam. Jeżeli pan Klata tak postrzega własną rzeczywistość to radzę zmienić otoczenie, bo widocznie mu nie służy. Ja, jako zwykły zjadacz chleba, będąc nikim dla pana Klaty, mówię, że treść jest dla mnie ważniejsza niż forma, że teatr jest miejscem,  w którym sztuka jest naprawdę sztuką, a nie się pod nią podszywa. No i najważniejsze, panie reżyserze, uważam, że gówno należy wysrać, a nie kazać wszystkim je podziwiać.

Ewa Jaśkowiak

 

Nadchodzące wydarzenia...

Logowanie



Programy

 

 
 
 
 

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 36 gości 

Statistics

Odsłon : 384417

Sponsor