| Atak śnieżynek |
|
Atak śnieżynek
Zima zaczyna się dopiero w grudniu, jednak płatki śniegu nie chciały czekać, aż kalendarz wskaże im łaskawie dzień, w którym będą mogły się pobawić. Miały na to ochotę w listopadzie i postanowiły, że zbombardują Bydgoszcz, a właściwie jedną ze szkół w tym mieście. Miały do wyboru różne placówki edukacyjne dlaczego wybrały właśnie ZS4? Chyba nigdy się już nie dowiemy...
Tego dnia świeciło słońce. Uczniowie mieli dobre humory, ponieważ był to piątek. Myśl, że to ostatni dzień szkolny w tym tygodniu napawała ich optymizmem. Nic nie wskazywało na to, że nagle temperatura spadnie do dziesięciu kresek poniżej zera i zacznie padać śnieg. Wszyscy byli wstrząśnięci. Przecież przed chwilą było jeszcze gorąco!-krzyczeli uczniowie. Nauczyciele również byli zaskoczeni, jednak starali się nie wpadać w panikę. Kazali wszystkim się uspokoić i wracać do zajęć. Sprawiali wrażenie spokojnych, ale to były tylko pozory. Nagle na dworze rozpętała się wichura. Wiatr był tak silny, że niektóre okna się pootwierały. Wleciały przez nie do sal miliony śnieżynek. Miały oczka i maleńkie nóżki. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem. Białe stworzonka rozbiegły się po całym budynku. Były wszędzie... Zaczęły płatać figle. Potrafiły specjalnie zamarznąć, by ktoś się poślizgnął i przewrócił. Na początku to było śmieszne, jednak gdy zamroziły podłogę w całej szkole i dosłownie nikt nie mógł normalnie się poruszać, to uczniowie przestali się z tego cieszyć. Zrobiło się bardzo zimno. Niektórzy mieli maleńkie sopelki pod nosem. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego ludzie, którzy byli uwięzieni w tej szkole nie uciekli z niej. Otóż te sprytne śnieżynki zamroziły drzwi i okna. Bystrzejsi uczniowie zadzwonili po pomoc. Jednak na nic się ona nie zdała. Straż pożarna nie mogła dostać się do środka, bo warstwa lodu, którą utworzyły śnieżynki była tak gruba, że panowie strażacy nie mogli się przez nią przedrzeć.
Sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna. Uwięzieni ludzie mogli przecież zamarznąć. Strażacy zadzwonili po antyterrorystów, którzy mieli wysadzić drzwi wejściowe i dostać się do środka. Stworzonka widziały, co się dzieje i specjalnie postawiły przy zamarzniętym wyjściu pięciu nauczycieli, związały ich, by pomoc nie mogła niczego wysadzać. To nie zniechęciło antyterrorystów i strażaków. Próbowali roztopić ogniem lód w oknach. To również nic nie dało, bo śnieżynki natychmiast produkowały nowy.
Trwało to trzy godziny. Kiedy ratownicy podejmowali kolejna próbę, nad ich głowami nagle pojawiły się wielkie sanie, a na nich prawdziwa Królowa Śniegu. Wpadła do szkoły i kazała wszystkim płatkom ustawić się w szeregu. Z tonu jej głosu można było odczytać, że nie znosi sprzeciwu. Nakrzyczała na śnieżynki i kazała im wszystko naprawić, przeprosić ludzi i zniknąć. Stworzonka grzecznie wykonały rozkaz. Królowa odjechała i już nigdy nikt jej nie widział. Tak samo jak biegających płatków śniegu. Wszystko zostało odmrożone i szkoła była wolna. Ten incydent na długo zapadł w pamięci uczestnikom zdarzenia...
Rucia |








