Matura z matematyki

Matematyka? Ach tak matematyka?

Wiadomo  wszystkim, że w tym roku trzecioklasiści z liceum zostali uszczęśliwieni? maturą z matematyki. Oczywiście dla niektórych jest to powód do radości (chociaż nie sądzę by było wiele takich przypadków), inni traktują ten egzamin jak skaranie boskie. Przecież wszyscy wiemy, co jest jak najbardziej zrozumiałe, iż nie każdy ma naturalne predyspozycje do tego przedmiotu. Co roku w szkole przynajmniej połowa uczniów robi wszystko, byle tylko zdać matematykę, a nie mieć straszliwą wakacyjną poprawkę, bo to nie potrzebne i niemiłe.

Jednak nasze genialne Ministerstwo Edukacji Narodowej robi wszystko, aby nam, zwykłym uczniom, jak najbardziej uprzykrzyć szkolne lata. Najpierw zmiany w liście lektur, które czasami wołają o pomstę do nieba, wcześniej jeszcze utworzenie gimnazjów, a teraz jeszcze obowiązkowa matura z matematyki.

Chciałabym zaznaczyć, że w dawnych latach (lata naszych rodziców i ich kariery szkolnej) od czasów pierwszej klasy szkoły podstawowej, wiadomo było: kończysz liceum, to musisz obowiązkowo zdać pisemnie język polski oraz matematykę, a ustnie zdajesz język polski, przedmiot dodatkowy i propedeutykę nauki o społeczeństwie  (dzisiejszym odpowiednikiem jest wiedza o społeczeństwie, czyli potoczny w.o.s). Przygotowywano się cały czas, a teraz? Przepraszam bardzo, ale jak w trzy lata człowiek ma się przestawić na to, że:

1.       Zdaje maturę z matematyki, co prawda na poziomie podstawowym, ale jednak nadal ją zdaje.

2.       Ma do nauczenia się bardzo okrojony materiał, ale jednak czasami trzeba pojąć wszystko, nie tylko ogólny zarys.

3.       Trzeba radzić sobie jako tako, żeby nie obciążać własnego grafiku, no i kieszeni rodziców dodatkowymi zajęciami z matmy.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Kto z nas, maturzystów rocznik 2010, nie ma dodatkowych zajęć z matematyki? Nie mówię, że to wina nauczyciela prowadzącego, nawet proszę o tym nie myśleć! Ale, w jaki sposób ma poświęcić czas indywidualnie dla każdego ucznia, jeśli w klasie jest ich 30, a czasem więcej? Dodam, że znacząca liczba tych uczniów to raczej osoby o zainteresowaniach nie-matematycznych (spójrzmy tylko na profile w naszej szkole: dziennikarski, psychologiczno-pedagogiczny, dwujęzyczny z j. angielskim).

Dodatkowo przez cały czas edukacji naszego rocznika napływały różne, na ogół sprzeczne komunikaty, więc człowiek był coraz bardziej rozkojarzony, a do tego zdenerwowany. Co jakiś czas wychodziły nowe rozporządzenia, które były sprzeczne z tymi poprzednimi. Pamiętam taką sytuację w naszej klasie, kiedy to nawet nasza pani wychowawczyni nie wiedziała jak odpowiedzieć na nasze pytania związane z naszą maturą. A wiadomo, że profesorowie, którzy nie mają wychowawstwa nie zwracają uwagi na to, więc czasami lepiej się ich o to nie pytać (chyba, że chcesz mieć większy mentlik w głowie, wtedy śmiało).

Dnia 3 listopada 2009 roku o godzinie 9:00 rozpoczęła się pierwsza w tym roku próbna matura z matematyki (kolejna czeka nas 25 albo 26 listopada, nie jestem pewna). Cóż? wrażenia za pewnie były mieszane, ale to całkiem zrozumiałe. Zadania testowe, czyli zamknięte, wydawały się być tak skonstruowane, że nawet, jeśli się nie wiedziało, miało się trzy możliwości: strzelać na chybił trafił, wziąć to na ?chłopski rozum? albo skorzystać z wzorów, w które nas zaopatrzono przezornie. Zadania otwarte, dłuższa odpowiedź, na początku wydawały się podobne, dopóki nie doszło się do tych za pięć punktów. No przepraszam, ale osobiście czułam, że osoba, która wymyślała jedno zadanie zapomniała o czymś ważnym? o kompletnych danych, aby je rozwiązać.

Proszę was! Jak już ktoś się za coś takiego zabiera to błagam?. Jak napisze niech da to do sprawdzenia z łaski swojej, żeby na egzaminie w maju nie było takich potknięć. Co bardziej zabawne na sam test pozwolono nam zabrać: linijkę, długopis z czarnym atramentem lub tuszem, kalkulator prosty, cyrkiel? pominęliśmy coś ważnego prawda? Czym mamy rysować jak nie ołówkiem, a także używać gumki do mazania złych rysunków? Otóż nie! Nie wiem jak innym, ale mnie to bardzo przeszkadzało. Jak ma się ołówek to zawsze poprawisz drobny błąd, a robiąc to długopisem, zaczynamy zabawę od początku, bo korektora też nie ma. A ile razy, gdy ma się stereometrię albo geometrię analityczną słyszeliśmy na lekcji: ?rysunek robi się używając do tego linijki i ołówka, a maże gumką. Nawet nie ważcie się robić tego długopisem!?

Mamy drobny konflikt interesów, nie sądzicie?

Niestety musimy godnie znieść ten test naszej cierpliwości, bo nie ma co wierzyć w to, że w maju zdarzy się cud i tak oto: spłoną wszystkie arkusze egzaminacyjne, a nie będzie czasu na dodruk albo, że ministerstwu się jednak odwidzi. Smutny jest los licealisty- maturzysty 2009/2010.

Risika

 

Nadchodzące wydarzenia...

EURO DAYS ...

Logowanie



Programy

 

 
 
 
 

Who's Online

Naszą witrynę przegląda teraz 31 gości 

Statistics

Odsłon : 384425

Sponsor